Lotnisko w stolicy Katalonii wita mnie szokiem termicznym, jest ponad 20 stopni. Chcąc rozgrzać trochę swój zardzewiały hiszpański zagaduje starszego taksówkarza. Pogoda dopisywać ma do czwartku. Dziwne bo oznaczałoby to, że nieźle mi się przyfarciło. Popularne tematy w Hiszpanii to teraz grypa, kryzys i zawsze futbol. Grypę i kryzys obgadaliśmy za jednym zamachem bo okazało się, że czterech głównych piłkarzy Barcy cierpi na grypę typu "A". I tu ciekawostka: hiszpańska grypa "A" to oczywiście to samo co polska "świńska" i holenderska "meksykańska". Niezła zamota.
Co nowego na mieście? Na ulicach milusio śmierdoli z kanalizacji, zupełnie jak dwa lata temu, przypomina mi się Erazmus. Sagrada Familia cały czas remontowana, zupełnie jak dwa lata temu. Planowany termin zakończenia prac 2025. Widać nie spieszy im się za bardzo. Sklepy na Ramblach zdominowane przez Marokańców, którzy już od wejścia dają ci 30% zniżki na wszystko. Można sie dość fajnie potargować i cena wydaje się baaardzo plastyczna. Oczywiście wszystko jest ręcznie robione i nie jest z Chin. W sklepach prowadzonych przez Hiszpanów nie ma możliwości targowania się, a wszystko jest przynajmniej 100% droższe (ale za to ma ładną naklejke, że jest orginalne).