niedziela, 6 grudnia 2009

Z deszczu pod... Hekle

Obfity deszcz łomoce o tropik naszego profesjonalnego namiotu wyprawowego. Po długiej ulewnej nocy perspektywa wyjścia z namiotu nikomu nie wydaje się przyjemna. Niestety pęcherz coraz bardziej daje o sobie znać i chcąc czy nie ekipa powoli zbiera się do śniadania.


    Nie pozwalając by pogoda stanęła nam na przeszkodzie, pierwsze kroki kierujemy pod wodospad Svartifoss. Główna atrakcja parku Skatafell jest dziś całkowicie spowita gęstą mgiełką wodną co znacznie utrudnia podziwianie i prawie całkowicie uniemożliwia sfotografowanie tego zbudowanego z masywnych kolumn bazaltowych wodospadu.
    W aucie zaczyna panować wilgotny dyskomfort połączony z delikatnym smrodkiem mokrych ubrań. Spacer w prawie huraganowym wietrze po zbudowanej z czarnych kamyczków plaży niedaleko miasta Vik daje nam okazję podziwiania prawdziwej furii oceanu. Sztormowe fale niczym taran uderzają w skalne klify i wieże zwane przez miejscową ludność trollami.



     Wieczorem długo szukamy miejsca na biwak. Choć jest już całkiem ciemno, w świetle czołówek dostrzegamy jednak całkowitą zmianę krajobrazu. Ziemię pokrywa ciemny pył i skały przez znawców nazywane skałami o strukturze porfirowej, czyli coś w stylu zakrzepłej magmy o dużej zawartości gazów, a przez innych po prostu ładnymi kamykami z dziurkami. Dojechaliśmy pod Hekle. Siejący spustoszenie wulkan, którego erupcje Islandia obecnie doświadcza raz na 10 lat jest gdzieś w oddali. Dla ciekawskich informacja, że ostania erupcja była jakieś 9 i pół roku temu. Także jeszcze spokojnie pół roku mamy w zapasie.... chociaż z drugiej strony różnie to może być.
     Kolejny dzień nie przynosi oczekiwanych zmian w pogodzie, o zdobywaniu Hekli możemy tylko pomarzyć. W zamian za to postanawiamy zmierzyć się z islandzkim interiorem, a przynajmniej z jego lajtową wersją, czyli dotrzeć gruntową drogą nr 208 do termalnego kąpieliska położonego w malowniczym otoczeniu Gór Tęczowych. Nazwę zawdzięczają niezwykle urozmaiconej kolorystyce będącej wynikiem zapewne bardzo skomplikowanej budowie geologicznej.



    Powiedzieć tutaj trzeba, że pobyt na wyspie był dla nas niezwykle edukujący. Mając w zespole dwóch wybitnych geologów, mieliśmy możliwość poznania genezy przeróżnych zjawisk. Co prawda teorie wspomnianych dwóch geologów czasem znacząco różniły się od siebie, jednak obie były bardzo fascynujące i warte poznania. I tak właśnie całe życie człowiek się czegoś uczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz